Była jedną z najpiękniejszych kobiet przedwojennego polskiego kina. Grała u boku największych gwiazd, zachwycała na ekranie i warszawskich scenach, a w 1939 roku specjalnie dla niej utworzono na Balu Mody kategorię „królowej seksapilu”. Potem przyszła wojna i życiorys Iny Benity zaczął przypominać scenariusz, który w kinie mógłby zostać uznany za zbyt nieprawdopodobny.
Była jedną z najbardziej charakterystycznych aktorek przedwojennego polskiego kina. Piękna blondynka, nazywana pierwszą femme fatale rodzimego ekranu, grała u boku największych gwiazd, występowała na warszawskich scenach, a w 1939 roku podczas Balu Mody w Hotelu Europejskim specjalnie dla niej utworzono kategorię „królowej seksapilu”. Kilka lat później jej nazwisko wywoływało już zupełnie inne emocje. Inę Benitę podejrzewano o zbyt bliskie kontakty z Niemcami, choć jednocześnie wiele wskazuje na to, że współpracowała z polskim podziemiem i wykorzystywała swoje znajomości, by pomagać więzionym Polakom. Potem trafiła na Pawiak, urodziła tam syna, przeżyła pierwsze tygodnie Powstania Warszawskiego i zniknęła. Po raz ostatni widziano ją, gdy z maleńkim dzieckiem schodziła do kanałów.
Przez następne dziesięciolecia przyjmowano, że właśnie tam zakończyła się historia jednej z największych gwiazd przedwojennej Warszawy. Prawda okazała się jednak znacznie bardziej niezwykła. Benita przeżyła wojnę, Francję, Afrykę Północną i ostatecznie trafiła do Stanów Zjednoczonych. Zmarła dopiero w 1984 roku. Co najbardziej zastanawiające, ludziom, z którymi dzieliła swoje drugie życie, właściwie nie opowiadała o tym pierwszym.
Naprawdę nazywała się Inna Florow-Bułhak. Urodziła się w 1912 roku w Kijowie, a jako dziecko wraz z rodziną znalazła się w Polsce. Kształciła się m.in. w paryskiej szkole Sacré-Cœur, później ukończyła Kursy Wokalno-Dramatyczne Heleny Józefy Hryniewieckiej w Warszawie. Na scenie zadebiutowała w 1931 roku w teatrzyku „Nowy Ananas”, ale już rok później pojawiła się przed kamerą. W „Puszczy” Ryszarda Biskego zagrała młodą dziedziczkę Renię i rozpoczęła karierę, która w ciągu kilku lat uczyniła z niej jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego kina.
Grała m.in. w „Jego ekscelencja subiekt”, „Przybłędzie”, „Dwóch Joasiach”, „Ludziach Wisły”, „Moi rodzice rozwodzą się”, „Doktór Murek” czy „O czym się nie mówi…”. Miała ekranową charyzmę, którą szybko nauczyli się wykorzystywać reżyserzy. Często obsadzano ją jako kobietę uwodzicielską, temperamentną, niebezpieczną lub niepokorną. W ten sposób przylgnął do niej wizerunek pierwszej femme fatale polskiego kina.
Benita doskonale odnajdywała się również w świecie warszawskich rewii. Występowała m.in. w „Morskim Oku”, „Cyruliku Warszawskim”, Teatrze Malickiej, „Wielkiej Rewii” i „Ali Babie”. Była nie tylko aktorką, lecz także celebrytką swoich czasów, choć tego słowa jeszcze wówczas nie używano. Prasa interesowała się jej życiem uczuciowym, stylem i urodą. W 1939 roku podczas ostatniego przedwojennego Balu Mody w Hotelu Europejskim specjalnie dla niej utworzono nawet kategorię „królowej seksapilu”.
Kilka miesięcy później świat, w którym zbudowała swoją pozycję, przestał istnieć.
Wojenny życiorys Iny Benity przez lata budził kontrowersje i właśnie ten fragment jej historii najtrudniej sprowadzić do prostego podziału na bohaterów i zdrajców. Podczas okupacji aktorka występowała w jawnych teatrach, działających za zgodą niemieckich władz. Pojawiała się w „Komedii”, „Niebieskim Motylu” i „Miniaturach”, utrzymywała też kontakty z Niemcami oraz ludźmi podejrzewanymi o kolaborację. Wszystko to sprawiło, że zaczęły pojawiać się oskarżenia o współpracę z okupantem.
Dzisiaj wiadomo jednak, że rzeczywistość była znacznie bardziej skomplikowana. Z „Komedią” związany był Roman Niewiarowicz, aktor i reżyser, a zarazem człowiek działający w wywiadzie i kontrwywiadzie ZWZ-AK. Według późniejszych ustaleń Benita współpracowała właśnie z nim, wykorzystując swoje znajomości w niemieckim środowisku do zdobywania informacji. Miała również pomagać w rozpracowywaniu osób współpracujących z okupantem, w tym środowiska Igo Syma – przedwojennego aktora, którego znała bardzo dobrze.
Jej bliskie relacje z Niemcami pozostają faktem, choć nie wszystkie historie powtarzane przez lata udało się potwierdzić. W biografii Benity długo pojawiał się austriacki oficer Wehrmachtu Otto Haver, z którym aktorka miała wyjechać do Wiednia. Badacze nie znaleźli jednak jego nazwiska ani w wiedeńskich księgach adresowych, ani w rejestrach oficerów Wehrmachtu. Znacznie lepiej udokumentowana jest jej relacja z Gerhardem Ludwigiem Manzlem, związanym z niemieckim aparatem propagandy w Warszawie. Z zachowanych meldunków wynika, że Manzel pomagał zwalniać polskich więźniów dzięki wstawiennictwu Benity, za co w 1943 roku został karnie wysłany na front wschodni.
Aktorce przypisuje się m.in. pomoc w uwolnieniu z Pawiaka Franciszka Brodniewicza oraz działania, które miały przyczynić się do wydostania Zbigniewa Sawana z Auschwitz. Trudno więc jej wojenne kontakty z Niemcami traktować jako wystarczający dowód kolaboracji. Badania prowadzone po latach nie przyniosły dowodów na współpracę Benity z Abwehrą, pojawiły się natomiast źródła wskazujące na jej związki z polskim podziemiem.
Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie zagadki zostały rozwiązane. Benita nie pozostawiła wspomnień, w których tłumaczyłaby swoje wojenne wybory, dlatego nie sposób dziś rozstrzygnąć, gdzie w jej relacjach kończyły się uczucia, gdzie zaczynała działalność konspiracyjna, a gdzie chodziło zwyczajnie o przetrwanie w okupowanej Warszawie. To właśnie ta niejednoznaczność sprawiła, że przez wiele lat jej nazwisko pojawiało się zarówno w opowieściach o kolaboracji, jak i o konspiracyjnej działalności ludzi teatru.
Wiosną 1943 roku w życiu aktorki pojawił się Hans Georg Pasch – Niemiec sprzeciwiający się nazizmowi, który pomagał Polakom i Żydom. Na początku 1944 roku oboje zostali aresztowani, najprawdopodobniej w związku z działalnością konspiracyjną. Benita trafiła na kobiecy oddział Pawiaka, nazywany Serbią. 7 kwietnia 1944 roku, będąc więźniarką, urodziła syna Tadeusza Michała, którego ojcem był Pasch.
Z Pawiaka wyszła 31 lipca 1944 roku. Następnego dnia Warszawa rozpoczęła powstanie.
Benita mieszkała wówczas przy ulicy Kilińskiego 3 i wraz z kilkumiesięcznym synem znalazła się w samym środku walk na Starym Mieście. Pod koniec sierpnia sytuacja obrońców Starówki stała się dramatyczna, a jedną z ostatnich możliwości przedostania się do Śródmieścia były kanały. Właśnie podczas ewakuacji po raz ostatni widziano Inę Benitę w Polsce. Miała schodzić pod ziemię z czteromiesięcznym Tadeuszem.
Później przez dziesięciolecia nie było wiadomo, co wydarzyło się z aktorką. Najczęściej przyjmowano, że zginęła razem z dzieckiem w kanałach albo zdołała przedostać się do Śródmieścia i tam poniosła śmierć podczas jednego z bombardowań. W środowisku aktorskim pojawiały się wprawdzie głosy, że mogła przeżyć i wyjechać z kraju, jednak nikt nie potrafił tego udowodnić. Z czasem tragiczna wersja została więc właściwie uznana za część jej biografii.
Dopiero wiele dziesięcioleci później okazało się, jak bardzo wszyscy się mylili. Przełom nastąpił dzięki poszukiwaniom prowadzonym przez dziennikarza i historyka Marka Telera oraz informacjom przekazanym przez rodziny Paschów i Scudderów. Dokumenty i fotografie pozwoliły odtworzyć powojenne losy kobiety, którą w Polsce od dawna uważano za zmarłą.
Już w kwietniu 1945 roku Benita przebywała razem z synem i Hansem Georgiem Paschem w miejscowości Hohegeiß na terenie Niemiec. W czerwcu wyszła za Pascha za mąż, a kilka tygodni później urodziła córkę Ritę Annę. Dziewczynka zmarła po miesiącu. Jeszcze w tym samym roku nastąpiła kolejna tragedia – w listopadzie Hans Georg Pasch został zamordowany.
Latem 1946 roku Benita zabrała syna i wyjechała do Francji. Mieszkała w Nicei i Cannes, gdzie próbowała utrzymywać się z tego, co potrafiła najlepiej – występowała jako tancerka i śpiewaczka w barach i nocnych klubach. Nie było to jednak życie dawnej gwiazdy. Sytuacja finansowa była na tyle trudna, że w 1949 roku zdecydowała się oddać Tadeusza na wychowanie do szkoły klasztornej.
W tym okresie poznała Amerykanina Lloyda Frasera Scuddera, pracownika cywilnego amerykańskich sił powietrznych. W 1950 roku urodził się ich syn John. Później rodzina mieszkała w Algierii i Maroku, a w 1954 roku Benita i Scudder pobrali się w Casablance. Sześć lat później przenieśli się do Stanów Zjednoczonych.
Dla otoczenia nie była już jednak Iną Benitą. Była Iną Scudder.
Rodzina mieszkała kolejno w Albuquerque, Dayton i Pensylwanii. Lloyd Scudder zmarł w 1964 roku na nowotwór, a Benita ponownie musiała radzić sobie sama. Pracowała m.in. jako sprzątaczka, zajmowała się również malowaniem obrazów. Dawna gwiazda przedwojennego kina prowadziła więc życie zupełnie niepodobne do tego, które zostawiła za sobą w Warszawie.
Najbardziej zagadkowe jest jednak to, że właściwie nie opowiadała bliskim o swojej polskiej przeszłości. Jej ostatni mąż i amerykańska część rodziny nie wiedzieli, że Ina Scudder była kiedyś jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek w Polsce. Nie wiadomo, dlaczego tak konsekwentnie milczała. Można przypuszczać, że po doświadczeniach wojny, więzieniu na Pawiaku, śmierci bliskich i wszystkich kontrowersjach związanych z okupacyjnym okresem życia chciała odciąć się od dawnej tożsamości. Być może znaczenie miały także oskarżenia o kolaborację, które ciągnęły się za jej nazwiskiem. Nie ma jednak świadectwa samej Benity, które pozwalałoby jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Co ciekawe, ludzie, którzy znali ją w Ameryce, zapamiętali kobietę wyróżniającą się elegancją i pewną tajemniczością. Nadal starannie się ubierała, chodziła na obcasach, malowała paznokcie, a papierosy paliła przez cygarniczkę. Nie opowiadała, że kiedyś była gwiazdą, ale wiele z gwiazdy najwyraźniej w niej pozostało.
Ina Benita zmarła 9 września 1984 roku w Mechanicsburgu w Pensylwanii. Miała 72 lata. Przyczyną śmierci był rak płuc. Została pochowana na cmentarzu w Middletown i przez kolejne dziesięciolecia jej prawdziwa historia pozostawała w Polsce nieznana.
Dopiero w 2018 roku zaczęły pojawiać się informacje od jej potomków i rodziny Hansa Georga Pascha, które pozwoliły połączyć dwie pozornie zupełnie różne biografie. Jedna należała do Iny Benity – przedwojennej femme fatale, aktorki, którą ostatni raz widziano w powstańczej Warszawie, gdy z niemowlęciem schodziła do kanałów. Druga do Iny Scudder – kobiety, która po wojnie mieszkała we Francji, Afryce i Stanach Zjednoczonych, wychowała dzieci i zmarła w Pensylwanii.
Największa zagadka pozostała jednak nierozwiązana. Nie wiemy, dlaczego Benita przez tyle lat nie chciała wracać do swojej przeszłości ani nawet o niej mówić. Być może odpowiedź kryła się w tym, co wydarzyło się podczas okupacji i czego nigdy nie zdecydowała się opowiedzieć. Wiemy natomiast, że jej prawdziwe życie okazało się znacznie bardziej niezwykłe niż legenda, która narosła wokół jej rzekomej śmierci. Polska przez ponad siedemdziesiąt lat pamiętała młodą aktorkę znikającą z dzieckiem w ciemnościach warszawskich kanałów. Tymczasem dla Iny Benity nie był to koniec historii, lecz początek drugiego życia.