Dostać się na wymarzone studia to jedno. Znaleźć miejsce, w którym da się mieszkać za rozsądne pieniądze – coraz częściej zupełnie inna historia. W największych polskich miastach akademickich liczba studentów znacznie przewyższa możliwości akademików, a skala problemu może być większa, niż się wydaje.
Według danych JLL przekazanych PAP w całej Polsce może brakować nawet 400 tys. miejsc w zakwaterowaniu studenckim. Szczególnie trudna sytuacja jest w Warszawie, gdzie luka szacowana jest na około 60 tys. łóżek. Prywatne akademiki powstają coraz szybciej, ale na razie są jedynie niewielkim uzupełnieniem rynku.
Na koniec 2025 roku prywatne akademiki w Polsce oferowały około 16,5 tys. miejsc. Kolejne 7,7 tys. znajdowało się w budowie lub na etapie przygotowań, a tylko w ciągu ubiegłego roku do użytkowania oddano 3415 nowych łóżek.
Na pierwszy rzut oka rozwój jest więc wyraźny. Problem w tym, że potrzeby są nieporównywalnie większe.
Publiczne akademiki dysponują w całym kraju około 115 tys. miejsc. W praktyce oznacza to, że mogą przyjąć zaledwie około 9 proc. wszystkich studentów. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Warszawie i Poznaniu – tam miejsca wystarcza dla około 7 proc. studiujących.
Reszta musi szukać alternatywy: wynająć pokój, mieszkanie albo skorzystać z prywatnego domu studenckiego. A to w największych miastach oznacza wejście na bardzo konkurencyjny rynek.
Nie chodzi zresztą wyłącznie o liczbę dostępnych łóżek. Zmieniają się także oczekiwania młodych ludzi. W części starszych akademików nadal dominują pokoje wieloosobowe, podczas gdy coraz więcej studentów poszukuje prywatności – jednoosobowego pokoju, własnej przestrzeni do nauki i funkcjonalnego zaplecza.
Rynek zwykłego najmu również nie jest w stanie w pełni odpowiedzieć na ten popyt. W efekcie Warszawa, Kraków czy Poznań mierzą się z niedoborem lokali, który szczególnie mocno daje o sobie znać przed rozpoczęciem kolejnego roku akademickiego.
Na sytuację wpływa również postępujące umiędzynarodowienie polskich uczelni. W roku akademickim 2024/2025 studiowało w Polsce 108,6 tys. cudzoziemców. Stanowili już 8,5 proc. wszystkich studentów.
Największe grupy tworzyli obywatele Ukrainy, Białorusi i Turcji, ale skala jest znacznie szersza – na polskich uczelniach kształcili się młodzi ludzie ze 179 państw.
To dodatkowo zwiększa zapotrzebowanie na miejsca przygotowane specjalnie z myślą o studentach. Widać to po wynikach prywatnych akademików. Według szacunków JLL w największych ośrodkach akademickich profesjonalnie zarządzane obiekty osiągają ponad 96 proc. obłożenia.
Dla inwestorów jest to czytelny sygnał, że rynek ma jeszcze ogromny potencjał. Polska pozostaje jednak daleko za państwami Europy Zachodniej.
Prywatne akademiki odpowiadają obecnie za około 1 proc. zakwaterowania studentów. Dla porównania w Wielkiej Brytanii jest to około 15 proc., natomiast w Hiszpanii, Niemczech i Holandii – od 3 do 6 proc.
JLL przewiduje, że do 2030 roku liczba miejsc w prywatnych akademikach w Polsce wzrośnie do około 24–24,2 tys. To spory skok, ale przy luce liczonej w setkach tysięcy miejsc nawet taki rozwój nie rozwiąże problemu.
Równolegle do prywatnych inwestycji ruszyło większe wsparcie dla akademików publicznych. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wraz z Ministerstwem Rozwoju i Technologii oraz Bankiem Gospodarstwa Krajowego uruchomiło program obejmujący zarówno remonty istniejących domów studenckich, jak i budowę nowych.
Na ten cel zabezpieczono ponad 400 mln zł. Pieniądze mają pozwolić na stworzenie lub modernizację ponad 3200 miejsc w 14 akademikach należących do 11 publicznych uczelni.
To poprawi sytuację części studentów, ale skala programu pokazuje jednocześnie, jak duży pozostaje dystans między potrzebami a możliwościami. Jeśli szacunki dotyczące nawet 400 tys. brakujących miejsc są trafne, kilka tysięcy nowych lub odnowionych łóżek może być jedynie początkiem nadrabiania wieloletnich zaległości.
Dla rynku prywatnego oznacza to natomiast perspektywę dalszego szybkiego rozwoju. Rosnąca liczba studentów zagranicznych, ograniczona dostępność nowoczesnych akademików i problemy na rynku najmu sprawiają, że zapotrzebowanie na takie obiekty prawdopodobnie szybko nie zniknie.
A dla samych studentów problem jest znacznie bardziej przyziemny. Zanim pojawią się na pierwszym wykładzie, wielu z nich musi najpierw wygrać inną rywalizację – o miejsce, w którym przez kolejny rok akademicki będą mogli po prostu mieszkać.