Mieszkańcy powiatu mławskiego nie zdecydują na razie o przyszłości Rady Powiatu w referendum. Komisarz wyborczy w Ciechanowie odrzucił wniosek o jego przeprowadzenie, ponieważ po sprawdzeniu list poparcia liczba prawidłowych podpisów okazała się zbyt mała. Choć organizatorzy dostarczyli ich ponad 7,3 tys., aż 2379 zostało zakwestionowanych.
Referendum miało być konsekwencją narastającego konfliktu wokół odwołania Piotra Parjaszewskiego ze stanowiska dyrektora mławskiego szpitala. Decyzja władz powiatu wywołała duże emocje, a w obronie byłego szefa placówki występowali zarówno mieszkańcy, jak i część personelu medycznego.
Pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum zebrano dokładnie 7335 podpisów. Organizatorzy byli przekonani, że taki wynik daje im bezpieczny zapas. Weryfikacja przeprowadzona przez służby wyborcze przyniosła jednak zupełnie inny rezultat.
Za nieważne uznano łącznie 2379 podpisów. Największą grupę stanowiły przypadki, w których błędnie wpisano adres zamieszkania – z tego powodu odrzucono 988 pozycji. Kolejne 673 podpisy pochodziły od osób, które znalazły się na listach więcej niż raz. W 374 przypadkach stwierdzono natomiast nieprawidłowy numer PESEL.
Do skutecznego wystąpienia o referendum potrzeba było 5501 prawidłowych podpisów. Po zakończeniu kontroli pozostało ich 4956, a więc o 545 za mało.
– Byliśmy pewni, że mamy uzbieraną wymaganą liczbę głosów. Jesteśmy bardzo zdziwieni, nie wiem, jak to się stało – przyznał współorganizator zbiórki Paweł Stęplewski.
Skala odrzuconych podpisów zaskoczyła nie tylko inicjatorów referendum. Poseł PiS Rafał Romanowski skierował interwencję poselską do Państwowej Komisji Wyborczej. Domaga się wyjaśnienia, w jaki sposób sprawdzano adresy osób popierających wniosek.
Parlamentarzysta zwrócił również uwagę na nietypowy błąd w postanowieniu komisarza. W dokumencie miała pojawić się data 31 czerwca, choć taki dzień nie istnieje w kalendarzu. Zdaniem organizatorów ta pomyłka dodatkowo uzasadnia konieczność dokładnego sprawdzenia całej procedury.
Dyrektor ciechanowskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego Grażyna Kawecka zapewnia jednak, że proces został przeprowadzony prawidłowo. Jak tłumaczy, dane osobowe oraz numery PESEL były kontrolowane przy wykorzystaniu specjalnego programu komputerowego, co ma wykluczać pomyłki podczas weryfikacji.
Postanowienie komisarza nie musi oznaczać definitywnego końca walki o referendum. Inicjatorzy zbiórki mogą zaskarżyć decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Na podjęcie tego kroku mają 14 dni.
– Jestem za tym, żeby sprawdzić każdą kartę pojedynczo, bo dla nas jest to dziwne. Ale stało się, musimy się dalej odwoływać – zapowiedział Paweł Stęplewski.
Teraz to od organizatorów zależy, czy sprawa trafi przed sąd. Jeśli zdecydują się na złożenie skargi, przedmiotem sporu może stać się nie tylko liczba zakwestionowanych podpisów, lecz także sam sposób ich sprawdzania. Dla inicjatorów referendum różnica 545 podpisów jest bowiem na tyle niewielka, że chcą mieć pewność, iż żadnego poparcia nie odrzucono bezpodstawnie.