Stadion przy ulicy Wiślanej miał stać się sportową wizytówką Łomianek. Na jego budowę wydano ponad 10 mln zł, a prace formalnie zakończono już w 2024 roku. Mimo to trybuny nadal świecą pustkami, szatnie pozostają niedostępne, a młodzi zawodnicy przebierają się na zewnątrz, przy sąsiednim orliku. Zamiast sportowych emocji są ekspertyzy, wzajemne zarzuty i oczekiwanie na opinię biegłego sądowego.
Obiekt miał zapewnić mieszkańcom pełnowymiarowe boisko, trybuny oraz nowoczesne zaplecze sportowe. Dziś jednak jego możliwości pozostają niewykorzystane. Kibice nie mogą wejść na trybuny, a młodzi piłkarze nie mają dostępu do szatni ani sanitariatów.
Problemy z jakością wykonanych prac sygnalizowano jeszcze przed zakończeniem inwestycji. Jedna z radnych zgłaszała zastrzeżenia już dwa lata temu. W odpowiedzi samorząd zlecił kompleksową ekspertyzę oraz dwa audyty – jakościowy i kosztowy.
Ich wyniki okazały się dla gminy poważnym sygnałem alarmowym. Według urzędników błędy popełnione podczas realizacji stadionu mogły kosztować Łomianki około 2 mln zł.
Jak informuje Wiktor Iwaniuk, główny specjalista działu inwestycji Urzędu Miejskiego w Łomiankach, w obiekcie wykryto między innymi usterki konstrukcyjne oraz nieprawidłowości dotyczące instalacji sanitarnej i elektrycznej.
Samorząd kieruje zastrzeżenia zarówno pod adresem projektanta, jak i wykonawcy inwestycji. Sprawę przekazano kancelarii adwokackiej, a do wyjaśnienia okoliczności budowy zaangażowano biegłego sądowego.
– Kancelaria założyła sprawę względem wykonawcy, także nadzoru budowlanego na tym obiekcie – wyjaśnia Iwaniuk.
Dopiero specjalistyczna opinia ma pomóc ustalić zakres odpowiedzialności poszczególnych podmiotów oraz rzeczywistą skalę strat poniesionych przez gminę.
Przedstawiciele firmy budowlanej nie kryją zaskoczenia zastrzeżeniami samorządu. Utrzymują, że roboty wykonano zgodnie z projektem, a poszczególne etapy zakończyły się pozytywnymi odbiorami.
– Nie jest mi znany powód, dla którego obiekt nie został finalnie przejęty przez użytkownika. Mam nadzieję, że w jakiś polubowny sposób ta sprawa zostanie dla obydwu stron wyjaśniona – przekonuje przedstawiciel wykonawcy.
Krytycznie do działań władz odnosi się również część łomiankowskich radnych. Piotr Rusiecki uważa, że skierowanie sporu na drogę sądową może dodatkowo oddalić moment otwarcia stadionu.
– Tu są pewne konflikty, nie będę w nie wchodził, powodują to, że gmina nie jest zainteresowana jak najszybszym odebraniem tego obiektu – ocenia radny.
W tle urzędowych analiz i prawnego sporu pozostają mieszkańcy. Na obiekcie mogłoby trenować nawet pół tysiąca młodych piłkarzy. Na razie jednak stadion, który miał tętnić życiem, od blisko dwóch lat pozostaje zamknięty. Nie wiadomo, kiedy zabrzmi na nim pierwszy gwizdek i kto ostatecznie odpowie za wykazane nieprawidłowości.