The Pussycat Dolls wracają do czasów, gdy ich przeboje rozbrzmiewały niemal w każdym klubie, a charakterystyczne choreografie próbowały naśladować miliony fanów. W środę Nicole Scherzinger, Kimberly Wyatt i Ashley Roberts wystąpią na warszawskim Torwarze. Koncert będzie częścią trasy celebrującej 20-lecie debiutanckiego albumu „PCD”. Jako gość specjalny na scenie pojawi się słynna raperka Lil’ Kim.
Dzisiaj ich największe hity budzą nostalgię za złotą erą MTV. Początki zespołu nie miały jednak wiele wspólnego z wielkimi wytwórniami, światowymi trasami i czerwonymi dywanami. Wszystko zaczęło się znacznie skromniej – w garażu należącym do aktorki Christiny Applegate.
The Pussycat Dolls nie powstały podczas telewizyjnego castingu ani dzięki grupie przyjaciółek marzących o wspólnej karierze. W 1995 roku choreografka Robin Antin stworzyła niewielką trupę taneczną, która pierwsze próby odbywała w garażu jej ówczesnej współlokatorki, Christiny Applegate.
Początkowo formacja nie była zespołem muzycznym. Artystki prezentowały nowoczesną rewię inspirowaną burleską, występując między innymi w legendarnym klubie The Viper Room w Los Angeles. Ich odważne widowiska szybko zaczęły przyciągać uwagę. Tancerki pojawiały się w magazynach, programach rozrywkowych oraz teledyskach znanych wykonawców.
Jednym z przełomowych momentów okazał się występ z Gwen Stefani. To właśnie wtedy przed grupą otworzyły się drzwi do prestiżowego klubu The Roxy. W 2003 roku Robin Antin podpisała kontrakt z wytwórnią płytową, a kameralna trupa rozpoczęła przemianę w pełnoprawny zespół popowy.
Do formacji dołączyła Nicole Scherzinger, która została jej główną wokalistką i bardzo szybko wysunęła się na pierwszy plan. Po latach przyznała, że od początku powierzono jej rolę liderki.
– Nasza grupa nigdy nie miała być jak Spice Girls. Była zorganizowana tak, że to ja byłam rozgrywającą i ją prowadziłam. Dziewczyny są niezwykle silne i utalentowane, a ja musiałam bardzo ciężko pracować, żeby móc stanąć obok nich – mówiła w rozmowie z magazynem „People”.
W 2005 roku ukazał się singiel „Don’t Cha” i niemal natychmiast opanował światowe listy przebojów. Był zmysłowy, przebojowy i idealnie pasował do epoki, w której ogromną rolę odgrywały efektowne teledyski. The Pussycat Dolls znalazły się na szczycie, a debiutancki album „PCD” przyniósł również takie hity jak „Buttons”, „Stickwitu” czy „Beep”.
Zespół wyróżniał się nie tylko muzyką. Perfekcyjnie opracowane choreografie i wyrazisty wizerunek stały się jego znakiem rozpoznawczym. Rewiową estetykę unowocześniono, zamieniając klasyczne kostiumy na szorty, biodrówki oraz zwierzęce wzory. Dla jednych był to wizerunek nazbyt prowokacyjny, inni widzieli w nim manifest kobiecej siły, odwagi i pewności siebie.
W 2008 roku grupa wydała drugi album, „Doll Domination”. Choć również z niego pochodziło kilka głośnych przebojów, sukces nie zdołał powstrzymać narastających napięć. Pozostałe artystki coraz mocniej odczuwały, że formacja staje się przede wszystkim projektem skupionym wokół Nicole Scherzinger.
Sama wokalistka potwierdziła po latach, że jej udział w powstawaniu nagrań był znacznie większy, niż mogło się wydawać.
– W zasadzie byłam producentką wykonawczą tych płyt. Ta muzyka wydawała się moją muzyką – powiedziała w 2019 roku w rozmowie z „The Guardian”.
Wewnętrzne konflikty doprowadziły ostatecznie do rozpadu zespołu w 2010 roku. Za błyszczącą fasadą krył się jednak jeszcze jeden dramat, o którym opinia publiczna przez długi czas nie miała pojęcia.
Scherzinger dopiero po rozpadzie grupy zaczęła otwarcie mówić o cenie, jaką zapłaciła za sukces. W okresie największej popularności The Pussycat Dolls zmagała się z bulimią i dysmorfofobią. Presja związana z wyglądem, wyczerpujące treningi oraz ciągłe eksponowanie ciała sprawiły, że – jak sama wspominała – znalazła się w „bardzo ciemnym miejscu”.
Godzinami ćwiczyła i obsesyjnie kontrolowała to, co jadła. Zdarzało się, że z wycieńczenia mdlała za kulisami. Mimo spektakularnej kariery nie potrafiła czerpać z niej radości.
– Wiele z tego odbierało mi radość z tego, co robiłam, ponieważ żyłam w bardzo mrocznym świecie. Albo pracowałam, albo się zadręczałam – wyznała.
Momentem otrzeźwienia okazała się rozmowa z lekarzami. Ostrzegli ją, że zaburzenia odżywiania mogą poważnie uszkodzić struny głosowe, a tym samym odebrać jej najważniejszy zawodowy atut. Wokalistka przyznała później, że właśnie ta wiadomość stała się dla niej prawdziwym przebudzeniem.
Teraz The Pussycat Dolls ponownie wychodzą na scenę, choć w zmniejszonym składzie. Nicole Scherzinger, Kimberly Wyatt i Ashley Roberts jako trio przypomną publiczności utwory, które dwie dekady temu zdefiniowały ich karierę.
Warszawski koncert ma być nie tylko widowiskowym pokazem taneczno-muzycznym, ale również podróżą do czasów, gdy „Don’t Cha” i „Buttons” nie schodziły z list przebojów. Obecność Lil’ Kim dodatkowo podkreśli klimat pierwszej dekady XXI wieku. Dla fanów będzie to rzadka okazja, aby ponownie zobaczyć na jednej scenie artystki, które z garażu hollywoodzkiej aktorki dotarły na sam szczyt świata popu.